Lilie i lamparty - sztandar Edwarda III, od rozpoczęcia wojny stuletniej.
Wstępu słów kilka.
Tło społeczne.
Bitwa pod Sluys - 24-25 czerwca A.D. 1340.
Bitwa pod Crécy - 26 sierpnia A.D. 1346.
Bitwa pod Poitiers - 19 września A.D. 1356.
Bitwa pod Azincourt (Agincourt) - 25 października A.D. 1415.
Dziejów opisanie
Wejście
Drużyna Łucznicza Drabów Pieszych
Intro > Wejście > Dziejów opisanie > Wojna stuletnia - Bitwa pod Poitiers
Najciekawsze chwile wojny stuletniej 1337-1453. Bitwa pod Poitiers - 19 września A.D. 1356.
Ostatnia aktualizacja: w sobotę, 20 sierpnia, A.D. 2005.

Jesienią 1355 r. Anglicy wznowili działania wojenne. Ich bohaterem stał się Czarny Książę - Edward książę Walii, najstarszy syn Króla Edwarda III i następca tronu angielskiego.

WInicjał z XIV wiecznego manuskryptu, przedstawiający Edwarda księcia Walii - Czarnego Księcia (z prawej), klęczącego przed swoim ojcem, Edwardem III Plantagenetem, Królem Anglii.e wrześniu wylądował Czarny Książę w Bordeaux, wysłany przez Edwarda III do Gujenny jako namiestnik. 25-letni książę - choć wcześniej już wyróżnił się w bitwie pod Crécy - miał po raz pierwszy objąć samodzielne stanowisko. Przyszłość pokazała, że był człowiekiem, który łączył talenty wojskowe z talentami administracyjnymi. Jeszcze tego samego roku 1355 wyruszył Czarny Książę z Bordeaux na czele armii angielskiej, wzmocnionej oddziałami gaskońskimi, w dwumiesięczną wyprawę przez Langwedocję, docierając do Carcassonne, Narbony i brzegów Morza Śródziemnego. Ograbił i spalił - jak powiadano - 500 miejscowości. Była to wyprawa modelowa dla tego typu zbrojnych wypadów do kraju nieprzyjacielskiego, stosowanych w średniowieczu: unikano walnych bitew i miejsc nazbyt obronnych, grabiono i palono słabo bronione miasta, niszczono wsie i uprawy, zabierano dobytek. W grudniu powrócił Czarny Książę do Bordeaux z dużymi łupami nie zaczepiany po drodze przez wojska francuskie.

Oczekiwano we Francji, że następnego roku Anglicy ponowią atak, zwłaszcza że sam Edward III lądował również jesienią 1355 r. w Calais. Francuzi nie mylili się w swych przewidywaniach.
      Latem 1356 r. niewielka, kilkutysięczna armia angielska, prowadzona przez księcia Henryka Lancastera, wkroczyła do Normandii. Znalazła tu poparcie wśród miejscowych stronników Karola z Nawarry. Równocześnie Czarny Książę ze swą niewielką armią anglo-gaskońską (liczącą 5-6 tyś. zbrojnych) ruszył na nową wyprawę z Bordeaux, kierując się tym razem na północ, do Francji Centralnej. Pustosząc i grabiąc kilka bogatych prowincji francuskich dotarł aż do Loary, w okolice Tours.

Tym razem Król Francji Jan II Dobry nie przyglądał się biernie poczynaniom Anglików, lecz ruszył ze swym wojskiem przeciw Czarnemu Księciu, by zmusić go do odwrotu. Król francuski zebrał dużą armię, obliczaną na 16-20 tyś. żołnierzy, w większości ciężkozbrojnej jazdy rycerstwa francuskiego, wspomaganej oddziałami z Lotaryngii, Niemiec i Szkocji.

Książę dotarł 18 września pod wieś Maupertuis, oddaloną 8 km na południe od Poitiers. Jego mała armia była zmęczona, pozbawiona żywności i paszy dla koni. Jednocześnie za sobą miał ścigających go Francuzów, od których nie mógł się oderwać. Postanowił zatem stoczyć z Francuzami bitwę. Wybrał pozycję dominującą nad okolicą i umocnił ją sposobem wypróbowanym pod Crécy. Mała armia angielska została podzielona na trzy grupy, którymi dowodzili hrabiowie Warwick i Salisbury oraz Czarny Książę. Każda z nich miała około 1200 żołnierzy, trochę łuczników, gaskończyków i walijskich kopijników (kopijnikami nazywa się równierz piechurów z długą bronią drzewcową).

Nazajutrz, 19 września 1356 r. rozegrała się słynna bitwa pod Poitiers - nazywana też czasem bitwą pod Maupertuis.
      Król Jan II Dobry odbył naradę wojenną, polecił nawet dokonać rozpoznania pozycji nieprzyjaciela. Jednak tradycje rycerskie okazały się w wojsku francuskim i tym razem silniejsze niż dobre rady i smutne już doświadczenie wojenne Francuzów. Kiedy zatem doszło do bitwy, rycerstwo francuskie nie próbowało wcale zmodyfikować tradycyjnej taktyki walki. A przecież atak francuski utrudniony był znacznie niedogodnym terenem, solidną pozycją i dobrym uzbrojeniem świetnie zorganizowanego przeciwnika. Co więcej, z powodu trudności terenowych ciężkozbrojne rycerstwo francuskie musiało walczyć pieszo.

"Oftentimes the adventure of amours and of war are more fortunate and marvellous than any man can think or wish. Truly this battle, the which was near to Poitiers in the fields of Beauvoir and Maupertuis, was right great and perilous, and many deeds of arms there was done the which all came not to knowledge.
The fighters on both sides endured much pain: king John with his own hands did that day marvels in arms: he had an axe in his hands wherewith he defended himself and fought in the breaking of the press.
Near to the king there was taken the earl of Tancarville, sir Jaques of Bourbon earl of Ponthieu, and the lord John of Artois earl of Eu, and a little above that under the banner of the captal of Buch was taken sir Charles of Artois and divers other knights and squires.
The chase endured to the gates of Poitiers: there were many slain and beaten down, horse and man, for they of Poitiers closed their gates and would suffer none to enter; wherefore in the street before the gate was horrible murder, men hurt and beaten down..."
"Wielokroć przygody wojenne były szczęśliwe i cudowniejsze niż można by pomyśleć, albo zapragnąć. Zaprawdę ta bitwa opodal Poitiers, na polach Benuvoir i Maupertuis była prawdziwie wielka i groźna i wiele zbrojnych uczynków dokonano, o jakich nie słyszano wcześniej.
Walczący obu stron znieśli wiele bólu; Król Jan własnymi rękami sprawił, że był to dzień cudów: topór w jego rekach, był jego obrońcą, gdy przedzierał się w ścisku.
Obok niego wzięto hrabiego Tancarville, pana Jaques z Bourbon, hrabiego Ponthieu i Pana Johna z Artois, hrabiego Eu, a nieco wyżej pod sztandarem captala z Buch wzięto pana Karola z Artois i wielu innych rycerzy i dziedziców.
Pościg trwał do bram Poitiers, gdzie wielu zostało zabitych i powalonych, koni i ludzi, gdyż Poitiers zawarło bramy, by nikt nie zagroził miastu wtargnięciem; tuż u bram, na drodze okropnie zabito, raniono i powalono ludzi..."

Bitwę rozpoczął mały, elitarny oddział rycerskiej jazdy francuskiej, zasilony zaciężnymi rycerzami niemieckimi. Prowadzili to pierwsze uderzenie: konetabl Francji Bauthier de Brienne (noszący tytuł księcia Aten) i marszałkowie Jean de Clermont i Arnoul d'Audrehem.Bitwa pod Maupertuis, lepiej znana jako itwa pod Poitiers: Jan Dobry walczy z Edwardem, księciem Walii, zwanym Czarnym Księciem (19 września a.d. 1356). fragment iluminacji z: Jean Froissart "Chronique de France, d`Angleterre, d`Ecosse, d`Espagne, de Bretagne" - "Kronika Francji, Anglii, Szkocji, Hiszpanii, Bretanii" (bnf, fr 2643), flandria, brugia, xv wiek, fol. 207. w zbiorach bibiothéque nationale de france. Oddział ten zdziesiątkowany przez łuczników angielskich - wspartych przez spieszonych rycerzy - został szybko rozbity. Marszałek Clermont poległ zanim dotarł do linii angielskiej, poległ też kanetabl Brienne; rannego Auderhema wzięto do niewoli. Potem ruszył duży korpus armii francuskiej dowodzony przez następcę tronu, delfina Karola. Również on został rozbity. Atak następnego korpusu armii francuskiej pod dowództwem księcia Orleanu, brata Króla, załamał się także na linii wojsk angielskich. Wreszcie ruszył największy z korpusów armii francuskiej, dowodzony przez samego Króla Jana II Dobrego. Anglicy i Gaskończycy, mimo że zmordowani już walką i atakami francuskimi, i choć łucznikom brakowało już strzał (mówiono, że wyjmowali je z ran i trupów nieprzyjacielskich, a z bliska nawet ciskali we wroga kamieniami), zdecydowali się na działania ofensywne. Jeden z małych oddziałów, liczący 600 ciężkozbrojnych i 100 łuczników, dowodzony przez dzielnego Gaskończyka, pana de Buch, umiejętnie wykorzystując warunki terenowe wdarł się niedostrzeżony na tyły ostatniego korpusu armii francuskiej i rozbił go ostatecznie. Król Jan II Dobry, razem ze swym ulubionym synem, 14-letnim Filipem, został wzięty do niewoli.

"Then there was a great press to take the king, and such as knew him cried, "Sir, yield you, or else ye are but dead."
There was a knight of Saint-Omer's, retained in wages with the king of England, called sir Denis Morbeke, who had served the Englishmen five year before, because in his youth he had forfeited the realm of France for a murder that he did at Saint-Omer's.
It happened so well for him, that he was next to the king when they were about to take him: he stept forth into the press, and by strength of his body and arms he came to the French king and said in good French, "Sir, yield you." The king beheld the knight and said: "To whom shall I yield me? Where is my cousin the prince of Wales? If I might see him, I would speak with him." Denis answered and said: "Sir, he is not here; but yield you to me and I shall bring you to him." "Who be you?" quoth the king. "Sir," he, "I am Denis of Morbeke, a knight of Artois; but I serve the king of England because I am banished the realm of France and I have forfeited all that I had there. " Then the king gave him his right gauntlet, saying "There I yield me to you."
There was a great press about the king, for every man enforced him to say "I have taken him," so that the king could not go forward with his young son the lord Philip with him because of the press."
"Wielki był ścisk wokół Króla, bo chciano go pojmać, i ktoś jakby go znając krzyknął: "Panie, poddaj się, bo inaczej martwym jesteś."
Był to rycerz z Saint-Omer, na żołdzie Króla Anglii zwany Panem Denis Morbeke, służący Anglikom od pięciu lat, gdyż w swej młodości stracił majątek w Królestwie Francji, za morderstwo popełnione w Saint-Omer.
Miał szczęście znaleźć się obok Króla, gdy byli wokół niego, by go pojmać: wszedł w ścisk i mocą swego ciała i ramion przepchnął się do francuskiego Króla i powiedział dobrze po francusku, "Panie, poddaj się." Król dojrzał rycerza i odrzekł: "Komu mam się poddać? Gdzie jest mój kuzyn książe Walii? Jesli mógłbym się z nim widzieć, z nim chcę mówić." Denis odpowiedział mówiąc: "Panie, nie ma go tu, ale poddaj się mi, a Cię do niego doprowadzę." "Kim jesteś?" - spytał Król. "Panie!", on na to, "Jestem Denis z Morbeke, rycerz z Artois, ale służę Królowi Anglii, gdyż jestem banitą Królestwa Francji i pozbawiono mnie wszystkiego co tam miałem." Król dał mu swą prawą rękawicę mówiąc: "Zatem poddaję się tobie."
Był wielki ścisk wokół Króla, bo każdy napierał na niego by mówić "To ja go pojmałem," tak więc Król nie mógł ruszyć się z miejsca ze swoim młodym synem, lordem Filipem, z powodu scisku."

Po trzech godzinach bitwa została zakończona pełnym zwycięstwem Anglików. Około 2,5 tys. żołnierzy armii francuskiej poległo, co najmniej 2 tys. zostało wziętych do niewoli - wśród nich możni panowie, za których Anglicy i Gaskończycy brali sowity okup. Łupy były również ogromne. "Wszyscy, którzy byli z księciem- pisze dobrze poinformowany Froissart -stali się ludźmi bogatymi albo dzięki okupowi za rycerzy wziętych do niewoli, albo dzięki zdobytym łupom, złota, srebra i szlachetnych kamieni".

[The Black Prince sent two lords to search for the French king.]
 
These two lords took their horses and departed from the prince rode up a hill to look about them: then they perceived a flock of men of arms coming together right wearily: there was the French king afoot in great peril, for Englishmen and Gascons were his masters; they had taken him from sir Denis Morbeke perforce, and such as were most of force said, "I have taken him"; "Nay," quoth another, "I have taken him"; so they strave which should have him.
Then the French king, to eschew that peril, said: "Sirs, strive not: lead men courteously, and my son, to my cousin the prince, and strive not for my taking, for I am so great a lord to make you all rich."
The king's words somewhat appeased them; howbeit ever as they went they made riot and brawled for the taking of the king.
When the two foresaid lords saw and heard that noise and strife among them they came to them and said: "Sirs, what is the matter that ye strive for?" "Sirs," said one of them, "it is for the French king, who is here taken prisoner, and there be more than ten knights and squires that challengeth the taking of him and of his son.
"Then the two lords entered into the press and caused every man to draw aback, and commanded them in the prince's name on pain of their heads to make no more noise nor to approach the king no nearer, without they were commanded. Then every man gave room to the lords, and they alighted and did their reverence to the king, and so brought him and his son in peace and rest to the prince of Wales.
 
The same day of the battle at night the prince made a supper in his lodging to the French king and to the most part of the great lords that were prisoners. The prince made the king and his son, the lord James of Bourbon, the lord John d'Artois, the earl of Tancarville the earl of Estampes, the earl of Dammartin, the earl of Joinville the lord of Partenay to sit all at one board, and other lords, knights and squires at other tables; and always the prince served before the king as humbly as he could, and would not sit at the king's board for any desire that the king could make, but he said he was not sufficient to sit at the table with so great a prince as the king was.
But then he said to the king, "Sir, for God's sake make none evil nor heavy cheer, though God this day did not consent to follow your will; for, sir, surely the king my father shall bear you as much honour and amity as he may do, and shall accord with you so reasonably that ye shall ever be friends together after. And, sir, methink ve ought to rejoice, though the journey be not as ye would have had it, for this day ye have won the high renown of prowess and have passed this day in valiantness all other of your party. Sir, I say not this to mock you, for all that be on our party, that saw every man's deeds, are plainly accorded by true sentence to give you the prize and chaplet." Therewith the Frenchmen began to murmur and said among themselves how the prince had spoken nobly, and that by all estimation he should prove a noble man, if God send him life and to persevere in such good fortune.
[Czarny Książe wysłał dwóch panów na poszukiwanie Króla Francji]
 
"Tych dwóch panów dosiadło koni i opuściwszy księcia wjechało na wzgórze, by się z niego rozejrzeć: wtedy dostrzegli gromadę zbrojnych, zbliżających się wraz ze znużeniem: był tam Król francuski, pieszo i w wielkim niebezpieczeństwie z powodu Anglików i Gaskończyków, będących teraz jego panami, gdyż odebrali go Denisowi Morbeke, jak który miał wiele siły, tak mówił: "Ja go schwytałem"; "Nie," odpowiedział inny "To ja go pojmałem"; tak ścierali się, który powinien go mieć.
Wtedy francuski Król, by zapobiec niebezpieczeństwu rzekł:" Panowie nie wydzierajcie sobie mnie, lecz uprzejmie prowadźcie mnie i mego syna, do mego kuzyna księcia, i nie kłóćcie się o moje pojmanie, gdyż jestem tak wielkim panem, że każdego z was mogę uczynić bogatym."
Królewskie słowa nieco ich uspokoiły; Jednak gdy przybyli na miejsce, wszczęli rozruch i bijatykę, o to kto pojmał Króla.
Kiedy dwaj wysłani panowie zobaczyli i usłyszeli hałas i spór między nimi, przybyli tam i spytali: "Panowie, co jest przyczyną waszej kłótni?" "Panowie," rzekł jeden z nich, "Król Francji, który jest pojmanym jeńcem, bowiem więcej niż dziesięciu rycerzy i giermków rości sobie prawo wzięcia jego i jego syna".
Wtedy obaj rycerze wjechali w ścisk, powodując, że każdy się usuwał i rozkazali im w imieniu księcia, pod karą głowy nie czynić więcej hałasu i nie zbliżać się do Króla bez rozkazu. Wtedy każdy uczynił im miejsce i wraziwszy swój szacunek Królowi, doprowadzili w spokoju jego i jego syna do księcia Walii.
 
Tego samego dnia bitwy, wieczorem, książę Walii wydał kolację w swojej kwaterze dla Króla Francji i największej części wielkich panów będących jeńcami. Książę usadził Króla z synem, lorda Jakuba z Bourbon, lorda Jana d'Artois, hrabiego Tancarville, hrabiego Estampes, hrabiego Dammartin, hrabiego Joinville lorda Partenay przy jednym stole, a resztę lordów rycerzy i giermków przy innych; a książę zaś przez cały czas usługiwał służył Królowi najuprzejmiej jak mógł, lecz nie chciał usiąść przy królewskim stole, mimo pragnienia Króla by to zrobił, lecz powiedział, że nie jest wystarczająco godny usiąść przy tak wielkim władcy jakim Król jest.
Ale powiedział do Króla "Panie, na Boga, nie miej za złe ciężkiemu losowi, choć tego dnia Bóg nie zgodził się sprzyjać twojej woli, mój ojciec Król przyjmie cię z takimi honorami i okaże ci tak wiele uprzejmości jak tylko możliwe, i dojdzie z tobą do porozumienia tak, że zostaniecie przyjaciółmi, jak nigdy dotąd. I myślę, choć podróż nie skończyła się po twojej myśli, zdobyłeś sławę w biegłości i męstwie, jak nikt tego dnia z twojego towarzystwa . I nie mówię tego przez drwinę, gdyż każdy z naszej armii, kto widział czyny innych, wyraźnie się z tym zgodzi i da ci pierwszeństwo".
Wtedy rozległ się szmer miedzy Francuzami i zaczęli mówić między sobą, ze szlachetne są słowa Księcia, i okazał się prawdziwie szlachetnym mężem, skoro Bóg dał mu życie i szczęśliwy los."

 

Wg J. Froissart "Chronique de France, d`Angleterre, d`Ecosse, d`Espagne, de Bretagne"
Opracownie: Paweł Kiełek "Bernhadrd", Jakub T. Prądzynski "Mistrz Jakub"
Tłumaczenia: Antoni Talko, Jakub T. Prądzynski "Mistrz Jakub"

Ku górze
      

Wstęp   |   Tło społeczne   |   Sluys   |   Crécy   |   Poitiers   |   Azincourt (Agincourt)   |   Dziejów opisanie   |   WEJŚCIE