Lilie i lamparty - sztandar Edwarda III, od rozpoczęcia wojny stuletniej.
Wstępu słów kilka.
Tło społeczne.
Bitwa pod Sluys - 24-25 czerwca A.D. 1340.
Bitwa pod Crécy - 26 sierpnia A.D. 1346.
Bitwa pod Poitiers - 19 września A.D. 1356.
Bitwa pod Azincourt (Agincourt) - 25 października A.D. 1415.
Dziejów opisanie
Wejście
Drużyna Łucznicza Drabów Pieszych
Intro > Wejście > Dziejów opisanie > Wojna stuletnia - Tło społeczne
Najciekawsze chwile wojny stuletniej 1337-1453. Tło społeczne.
Ostatnia aktualizacja: w sobotę, 20 sierpnia, A.D. 2005.

Wojna stuletnia trwała od 1337 do 1453 roku. Przyczyn konfliktu było wiele i nawarstwiały się przez wiele dziesięcioleci (np. spory o panowanie nad Flandrią i Guyenną). Jednakże iskrą, która spowodowała wybuch, był konflikt o prawo monarchów angielskich do tronu Królów Francji, uzasadniane przez Anglików powiązaniami rodzinnymi i tradycją (rycerstwo iEdward III Król Anglii, na witrażu w Westminster Abbey w Londynie. kolejne dynastie angielskie były wszak na wskroś francusko-normańskie).

Niemały udział w konflikcie mieli Flamandowie, związani gospodarczo z Anglią sprzeciwiali się dominacji Francji. Wszak to Anglia dostarczała Flandrii swojego głównego produktu - wełny. Flandria zajmowała się tkaniem i apreturą sukna. Gotowe zaś i dobre jakościowo sukno było cenionym w Europie towarem. Gospodarcza symbioza angielsko-flamandzka raziła Europę kontynentalną. Kupcy Gandawy nie mogli otwarcie wypowiedzieć wojny Królowi Francji, gdyż nie byli zbyt silni, a ponadto mieli zapłacić papieżowi dwa miliony florenów, w przypadku takiego wykroczenia. Ich przywódca Jakub Artevelde znalazł drogę poszanowania traktatów z ich pogwałceniem. Doradził Królowi Anglii przyłączenie do swego herbu, herbu Francji - w ten sposób sprzymierzeniec Flamandów a nie ich wróg będize Królem Francji i przedmiotem ich przysięgi. W roku 1337 Edward III Plantagenet, Król Anglii, przyłączył do lampartów (lwów) - herbu Anglii, lilie - herb Francjii. Ogłosił sie Królem Francjii i wypowiedział wojnę nazwaną kilka pokoleń później wojną stuletnią.

To właśnie nadzieja bogatych łupów wojennych czy chęć odmiany życia, nadzieja kariery wojskowej czy administracyjnej skłaniała angielskich rycerzy, mieszczan i chłopów do udziału w zamorskich wyprawach wojennych ich królów. Niejeden żołnierz angielski wracał z wojny z pieniędzmi i zdobyczą wojenną różnego rodzaju. Kupował sobie ziemię, zakładał warsztat rzemieślniczy lub brał się do handlu. Miał też zapas opowieści "...o przygodzie, bitwie, wolnych kwaterach i wolnej miłości w najsławniejszych miastach i najlepszych winnicach Europy.".
      "Anglicy - pisał Froissart - nigdy nie będą kochali i poważali swego Króla, jeżeli nie odnosi zwycięstw i nie kocha się w broni i wojnie z sąsiadami, a zwłaszcza z tymi, którzy są od nich więksi i bogatsi. Kiedy prowadzą wojnę, kraj ich bardziej niż w czasie pokoju napełnia się bogactwem i wszelkiego rodzaju dobrem."

Nastroje Anglików w czasach wojny stuletniej ilustruje najlepiej wypowiedź księcia Exter. Przedstawiając Parlamentowi korzyści, jakie przyniesie Anglii podbój Francji, stwierdził on, że jest to "...kraj urodzajny, wesoły, zasobny w pieniądze, posiadający bogate i wspaniałe miasta, niezliczone zamki, ponad osiemdziesiąt obficie zaludnionych prowincji, ponad tysiąc opływających we wszystko klasztorów i dziewięćdziesiąt tysięcy parafii.".

Przebieg ponad stuletnich zmagań militarnych francusko-angielskich wyznaczały krótkie najczęściej kampanie wojenne. Były to wyprawy dowodzone zwykle przez władców - "wojny królów", na które składały się podchody armii, oblężenia i łupienie miast, zdobywanie zamków, potyczki i niekiedy większe bitwy. Przedzielały zaś te sezonowe kampanie okresy długich rokowań, zabiegów i przetargów dyplomatycznych. Rozejmy i zawieszenia broni, nawet ceremonialne traktaty nie trwały zwykle długo. Działania wojenne szybko wznawiano.

Nie oznaczało to jednak, że ów rytm wojny stuletniej pozwalał mieszkańcom Francji żyć w spokoju. Trwały w różnych częściach Francji walki lokalne, napady i potyczki; odbywały się przemarsze wojsk własnych i nieprzyjacielskich, różnych oddziałów zaciężnych. Przemarsze te połączone były zwykle z rabunkiem, gwałtami i grabieżą bezbronnej ludności. Oddziały żołnierzy i bandy rabusiów działały prawie wszędzie, od Lotaryngii aż do Pirenejów.
      Żołnierze często w okresach "zawieszenia wojny", między kampaniami "wojny królów", zamieniali się w pospolitych bandytów. Byli też tacy, którzy grabili i rabowali, bo nie otrzymali regularnego żołdu od panów, którym służyli.
      W XV w., po zawarciu pokoju w Arras (1435), Olivier de la Marche tak opisał sytuację Francji: "Całe królestwo pełne było warowni i twierdz, których załogi żyły z rabunku i łupów; wewnątrz królestwa tworzyły się gromady wszelakiego rodzaju ludzi z kompanii, których zwano łupieżcami. Ci konno i pieszo wędrowali z kraju do kraju, szukając żywności i przygód, aby żyć i bogacić się, nie oszczędzając ziem Króla Francji, księcia Burgundii ani innych książąt królestwa.".

WUlubione zajęcie wolnych kompanii "po pracy", na miniaturze z xiv-wiecznego manuskryptu (Royal ms 20 c vii f.41v). W zbiorach The British Library.łócząc się po kraju, "kompanie" takie napadały na miasta, paliły wsie, łupiły klasztory i kościoły. Zdarzało się też często, że zdobywały jakiś zamek, zatrzymywały się w nim i panowały nad okolicą, łupiąc lub ściągając od ludności regularny podatek. Kilkukrotnie, dla wykonania większych operacji wojenno-rabunkowych, "kompanie" łączyły się w prawdziwe armie. Po roku 1360 "wielki kompanie" działały w Szampanii i Burgundii, w dolinie Sekwany, na południu Francji.
      Jedna z owych "wielkich kompanii" zajęła w grudniu 1360 r. Pont-Saint-Esprit. Spodziewano się tu znaleźć duże sumy pieniędzy zebrane na okup dla Króla Jan DobregoSir John Hawkwood, przywódca wolnej kompanii tzw. "Białej Kompanii", najemnik i kondotier, zwany przez włochów Giovanni Acuto, przedstawiony na pomnikowym fresku Ucella (właść. Paolo di Dono) w katedrze Santa Maria del Fiore we Florencji (a.d. 1436)., skarbu nie znaleziono, ale opanowano silny punkt nad Rodanem, u wejścia do Prowansji i Langwedocji, niedaleko Awinionu. Wywołało to popłoch na dworze papieskim i niepokój w Langwendocji. Innocenty VI podjął wielkie prace fortyfikacyjne wokół Awinionu, wzywał na pomoc cesarza, Królów Francji i Aragonu, ekskomunikował żołnierzy "kompanii", ogłosił przeciw nim krucjatę.
      Gdy minęło pierwsze przerażenie, udało się papieżowi część tej "wielkiej kompanii" skierować do Włoch. Opłacona przez papieża grupa przekroczyła na początku 1361 Alpy, by walczyć we Włoszech z Viscontinimi, władcami Mediolanu a przeciwnikami papieża. Jeden z dowódców, John Hawkwood, pozostał ze swym oddziałem we Włoszech. Zdobył tu sławę kondotiera, znanego z odwagi i dobrego rzemiosła wojennego, ale także z okrucieństwa.
       Inna "wielka kompania", licząca około 15 tyś. żołnierzy, pokonała w kwietniu 1362 r. pod Brignais, niedaleko Lyonu, królewską armię rycerską zebraną w Burgundii. Po bitwie pod Poitiers była to kolejna, ciężka klęska rycerstwa francuskiego - "horrenda cassatio", straszliwa rzeź, jak czytamy z ówczesnych dokumentów.

Karierę jednego z takich żołnierzy, Gaskończyka Bascota de Mauleon, zanotował Froissart.
      "Najpierw służyłem pod dowództwem Kaptala z Buch w bitwie pod Poitiers i na dobry początek wziąłem tego dnia trzech jeńców, rycerza i dwóch giermków, za których otrzymałem trzy tysiące franków.
      Następnego roku byłem w Prusiech z hrabią de Foix i Kaptaletm jego krewniakiem.
      Po naszym powrocie do Meaux w krainie Brie zastaliśmy księżną Normandii, księżną Orleanu i bardzo wiele szlachetnych dam i panien, które chłopi otoczyli na targu w Meaux. Ich było dziesięć tysięcy (!), a damy były same. Uwolniliśmy je od tego niebezpieczeństwa; spośród chłopstwa zginęło przeszło sześć tysięcy ludzi; odtąd nigdy się już nie buntowali.
      W tym czasie obowiązywał rozejm między Królem Francji a Królem Anglii, ale Król Nawarry prowadził wojnę na swój rachunek z regentem i królestwem Francji. Hrabia de Foix wrócił do swojego kraju, ale Kaptal, mój pan, pozostał w kompanii Króla Nawarry za jego pieniądze i na jego żołdzie. I wtedy wysłano nas do Pikardii, gdzie prowadziliśmy srogą wojnę i zdobywaliśmy wiele miast i zamków w biskupstwie Amiens. I odtąd byliśmy posiadaczami pól i rzek, i zebraliśmy, my i nasi ludzie, znaczne sumy pieniędzy...
      Kiedy pokój zapanował między oboma królami, postanowiono, że żołnierze wszystkich rodzajów broni i wszystkich kompanii opuszczą twierdze i zamki, które dzierżyli. Wtedy zgromadzili się wszystkiego rodzaju kompanioni, którzy nauczyli się żołnierskiego rzemiosła, a liczni kapitanowie urządzili pomiędzy sobą naradę i oświadczyli, że wprawdzie królowie zawarli pokój, ale oni muszą jakoś żyć. Udali się do Burgundii, a tam znajdowali się kapitanowie wszelkich nacji... i żołnierze ze wszystkich krajów. I ja się tam znalazłem. Zgromadziło się nas w Burgundii, niedaleko rzeki Loary ponad dwanaście tysięcy żołnierzy, nadzwyczaj doświadczonych i zręcznych jak mało kto, zdolnych wydawać bitwy i brać szturmem miasta i zamki..."

      Froissart spotkał tego Gaskończyka, "żołnierza doświadczonego i śmiałego"w Orthez, w gospodzie Pod Księżycem. Prowadził on z sobą "niby możny baron" juczne konie, a w gospodzie jemu i jego ludziom podawano na srebrnej zastawie.

Co najmniej cztery pokolenia przeciętnych Francuzów, którzy nie mieli szczęścia urodzić się w zamku lub warownym mieście, żyło i umierało w stanie ciągłego niemal zagrożenia - rabunków, gwałtów, grabieży i mordów.

Opracowanie Paweł Kiełek "Bernhard"
Jakub T. Prądzyński "Mistrz Jakub"

Ku górze

Wstęp   |   Tło społeczne   |   Sluys   |   Crécy   |   Poitiers   |   Azincourt (Agincourt)   |   Dziejów opisanie   |   WEJŚCIE