"Oko" Drużyny Łuczniczej Drabów Pieszych
Warszawa Uniwersytet
Wędrówki nasze
Wejście
Drużyna Łucznicza Drabów Pieszych
Intro > Wejście > Wędrówki nasze A.D. 1996 > Uniwersytet Warszawski
Uniwersytet Warszawski
Ostatnia aktualizacja: w sobotę, 20 sierpnia, A.D. 2005.

      "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo." - "słowo", czyli "logos", czyli "sens" - jak twierdzili greccy filozofowie: prawidłowość/rozum świata, rozum absolutny jak twierdził Hegel.
      Po czym Bóg stworzył świat, te i owe wynalazki, w tym człowieka (mniejsza o szczegóły, spory ewolucjonistyczno-deistycze i seksistowsko-feministyczne) i były dobre. To znaczy do czasu.

      Człowiek jako obdarzony wolną wolą, której Bóg w swojej dobroci nie chciał go pozbawiać, szybko przestał być taki dobry i nie wszystko robił z wymienionym "sensem". Stał się najpierw przekorny i ciekawski, a później już poszło z górki: zawistny, chciwy, morderczy. I człowiek stworzył wojnę.

      Wtórnie, by maksymalnie ochronić własną integralność duchowo cielesną w stanie nierozłącznym, oraz by móc się czasem najeść, człowiek wymyślał różne narzędzia polowania, ataku i obrony.
      Jednym z bardziej znaczących wynalazków jest łuk. Tenże z kolei stał się narzędziem kolejnych ekspresji ludzkich dążeń do ______ (wstawić dowolne).

      Ponieważ człowiek jest ciekawski, lubi się popisywać i snuć "morskie opowieści", powstały takie zjawiska jak nauka (w tym nauki historyczne), sport (czyli "wojna na sucho" - przerwa na lunch pomiędzy wojnami na serio, w największej formie nazwana przez Greków igrzyskami olimpijskimi - też mi święto pokoju), oraz ciągota do czerpania natchnienia z dokonań dawniejszych (przy jednoczesnym się stylizowaniu na dawnych "bosmanów").

      Jak wiadomo, wkrótce po stworzeniu świata, okazało się, że nie wszystkie kwestie sporne zostały wyjaśnione i zaczęła się wojna zwana stuletnią, w której łuk i łucznicy odegrali wielokroć doniosłą rolę.

      Już niedługo potem, pod koniec ubiegłego stulecia, przyszedł na świat Rafał Prądzyński. Tenże jadł, rósł i poszedł był na studia. Potem miał łuk. Potem pomyslał - "a gdyby tak..." i połączył historię, sport i "morskie opowieści".


      One man, one bow, one idea - tak się to zaczęło.

Jedna z wielu ulotek rozwieszana w Uniwersytecie Warszawskim i innych uczelniach, u zarania Drużyny Łuczniczej Drabów Pieszych, autorstwa Rafała i Jakuba Prądzyńskich.

      Początkowo, naprawdę był to tylko jeden łuk i kilka strzał, żadnego historycznego sprzętu, czy ubioru. Było wiele zapału i kilku ludzi.
      Sporządziliśmy ulotki, które zostały wywieszone na Uniwersytecie Warszawskim. Później to lata ciężkiej nieraz pracy, poszukiwań... a dzisiaj - sami popatrzcie w naszym serwisie.


ŻYCIE WARSZAWY, poniedziałek, 9 grudnia 1996 roku.

      Zaczyn Drużyny stanowili wówczas: Rafał Prądzyński "Kwaśny Hegemon" vel "Niedxwiedź", Maciej Smoczyński "Smok", Agnieszka Pilichowska "Agnes z Pitchfork" Tomasz Pękala "Tomasz z Grodziszcza", Maciej Engel, Marcin Jeleń, jego kolega Michał (N.), Małgorzata Rycharska, jej koleżanka Majka (N.), Maciej Nowak "Bryan", Antoni Talko, Jakub Prądzyński "Mistrz Jakub", Krzysztof Płochocki "Bjorg" z kolegą (N.) Ziółkiem, Joanna Kossowska "Franciszka", Konstanty Młynarczyk. (Jeśli nie wymieniono Ciebie, lub Twojego znajomego, który wtedy był z nami - napisz.)

      Przytoczony poniżej artykuł może śmieszyć komiksowym językiem i planem "minimum", ale w tamtych czasach zrozumienie idei przez świat z poza "wtajemniczonych" było bardzo nikłe, nie było takich źródeł sprzętu, materiałów, literatury, jakimi "re-enacment" w Polsce dysponuje teraz. Grup było niezbyt wiele, szwankowała wymiana informacji, wszystko powstawało z chaosu, wygląd większości (nawet tych lepszych grup i ludzi) dziś byłby nie do przyjęcia. No i Drużyna Łucznicza Drabów Pieszych nie miała takiej nazwy, nie miała żadnej ustalonej nazwy.


ŻYCIE WARSZAWY,  poniedziałek, 9 grudnia 1996 roku.
Na razie jeszcze bez szyszaka    Fot. ANDRZEJ MARZEC

Łuk, kołczan,
waciak i leginsy


Nudzi cię już zabijanie wolnego czasu za pomocą telewizji, kina, dyskoteki? Sprawiała ci przyjemność lektura komiksów o Kajku i Kokoszu? Odzywa się w tobie tęsknota za niecodzienną przygodą? Jeśli jesteś karny i cierpliwy, trochę romantyczny - zostań knechtem.


PIOTR WALICKI

      Na uczelnianych korytarzach pojawiły się ostatnio ogłoszenia zachęcające do zaciągnięcia się w szeregi Bractwa Knechtów.
Zaintrygowani dość niecodzienną propozycją postanowiliśmy sprawdzić, co w trawie piszczy.
      Studenckich knechtów jest na razie około 10. Ich hersztem (woli, gdy się go tytułuje kapitanem - bo herszt kojarzy się że zbójami) jest Rafał Prądzyński z III roku Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych. Rafał jest miłośnikiem łucznictwa i znawcą tematyki rycerskiej.- Wzorujemy się na XIV-wiecznych knechtach, czyli najemnych wojownikach. Chcemy z dużą wiernością naśladować knechtowskie realia. W filmach historycznych często mieszane są elementy strojów z różnych epok i krajów. My chcemy by dbano o detale - mówi.
      Jak wygląda knecht w detalach? Musi koniecznie posiadać łuk, kołczan ze strzałami, lekki pancerz (-żadna zbroja, zbroje nosili rycerze - koryguje Rafał) i ciżmy, a na głowie szyszak. - Łuk można kupić w sklepach myśliwskich lub specjalistycznych z militariami. Zachodnie są droższe, kosztują nawet do 400 zł. Nie ustępują im produkowane przez rzemieślnika z okolic Bielska-Białej. Cena łuku z 12 strzałami to około 200 zł - mówi Rafał.
      Problemem są szyszaki i broń biała. Wykonywane na zamówienie u płatnerza lub kupowane w sklepach są drogie. - Jeśli będzie trzeba, zrobimy je sami. Posiadam odpowiednią wiedzę na ten temat. Każde hobby kosztuje. Rycerze skupieni w bractwach na potrzeby swojego zamiłowania wydają często równowartość luksusowego samochodu. Knechta można wyposażyć za mniej niż 1000 zł - uważa Rafał.
      Skompletowanie reszty stroju nie jest trudne. Za pancerz może posłużyć przefarbowana i przeszyta rzemieniami kurtka waciakowa, na nogi można założyć leginsy, które naśladują knechtowskie spodnie.
      Do knechtowskiego bractwa akces zgłosiły również dziewczyny. Będą markietankami. Kto to taki? - Hm, odsyłam do lektury "Matki Courage" Brechta. Markietanki spełniały różne role na zapleczu wojsk - wyjaśnia kapitan. Jedna wyraziła również chęć nauki strzelania z łuku.
      Przysposobienie do knechtowskiego rzemiosła obejmować ma strzelanie z łuku, porady na temat wyrobu i doboru odpowiedniego ekwipunku, a także wykłady z taktyki wojennej średniowiecznej piechoty. Przewidziane są również biesiady. - Nie będziemy kultywować wszystkich knechtowskich obyczajów. Najemni wojownicy trudnili się także łupiestwem - tłumaczy Rafał. Jeśli uda się zebrać, wyekwipować i wyposażyć doborową drużynę, Rafał planuje udział w turniejach rycerskich organizowanych m.in. na zamkach w Gniewie i Golubiu-Dobrzyniu. Na razie knechci rodem z Uniwersytetu jeżdżą strzelać z łuku na terenie starego grodu koło Grodziska Mazowieckiego.
      - Od kandydatów na knechtów wymagam cierpliwości i karności, którą jeśli trzeba, będę potrafił wyegzekwować. Obiecuję dobrą zabawę.

Na razie jeszcze bez szyszaka Fot. ANDRZEJ MARZEC

WSPOMNIENIA z A.D. 1996
Maciej Engel

7 grudnia A.D. 2004

Od samego początku pamiętam (oprócz waszej dwójki (Prądzyńskich - red.)) Smoka, Jelenia, Pękalę, kumpla Jelenia (ale już nie pamiętam jego imienia) Antoniego, Pilichowską i to chyba wszystko.
Pamiętam takie spotkanie w 96 roku późną jesienią w knajpie na Jerozolimskich. Było tam sporo osób, których już więcej z nami nie było na żadnych wyjazdach, dlatego nie przypomnę ich sobie z imienia czy nazwiska.

Maciej Engel

Maciej Smoczyński "Smok"

7 grudnia A.D. 2004

Jeleń Marcin i Michał (...), był taki jeden Brian, Pękala, Smok, Antoni, Engel, Gosia Rycharska, jej koleżanka Majka, posprawdzam jeszcze w starych papierach. Mam większość tekstów z gazet, wygrzebię i ci przekażę.
Franciszka jeszcze była! i jeszcze Krzysztof Płochocki Bjorgiem zwany ze swoim kumplem Ziółkiem (nie tym co obecnie).
Pozdr. Smok

Maciej Smoczyński "Smok"

Konstanty Młynarczyk

29 czerwca A.D. 2005

Zajrzałem na Waszą stronę z sentymentem wielkim wspominając początki Drabów, w których to początkach miałem przyjeność uczestniczyć.
(...)Byłem, nie chwaląc się, jednym z uczestników pierwszego spotkania z Rafałem, oraz pierwszego strzelania.
(...)Gwoli przypomnienia: ciemne, lekko kręcone włosy, "rzymski" nos, na pierwszym strzelaniu, w Grodzisku, miałem sportowy łuk.
Pozdrowienia!

Konstanty Młynarczyk

TO MIEJSCE CZEKA NA TWOJE WSPOMNIENIA Z ROKU 1996, ZWIĄZANE Z POWSTANIEM DRUZYNY ŁUCZNICZEJ DRABÓW PIESZYCH

Jakub T. Prądzynski "Mistrz Jakub" dla Was wyszperał

Ku górze

Warszawa Uniwersytet   |   Wędrówki nasze   |   WEJŚCIE